Co robić, gdy jesteś w czarnej dziurze, przysłowiowej d… Gdy nie masz ochoty wstać z łóżka, ani zamienić z nikim słowa. A trzeba iść do pracy, zrobić zakupy, być miłą dla klientów, załatwić pilną sprawę w banku, zapisać się do lekarza, umyć podłogę… A do tego być twórczą, piękną, pachnącą, empatyczną i oczytaną? Lepiej chyba od razu wrócić do łóżka, przykryć się szczelnie kołdrą i wywiesić tabliczkę: „Nieczynne do odwołania ” lub „Zbliżasz się na własną odpowiedzialność”.

Kiedyś za wszelką cenę chciałam się pozbyć tego niewygodnego stanu, wyjść z niego za pomocą różnych technik, „rozśmieszaczy” czy „rozluźniaczy”. A tak naprawdę niewiele to pomagało, a ja toczyłam walkę ze sobą i ze swoim niefajnym nastrojem.

A potem przestałam walczyć i chociaż nie lubię być w dołku, czuć smutek czy być przekonaną, że jestem x,y,z (chyba się nie przyznam, co mi wtedy przychodzi do głowy), to nie wystawiam przeciwko temu najcięższej armii. Przekonałam się, że najlepsze jest dla mnie stworzenie strefy ochronnej i zadbanie o siebie z przekonaniem, że ok, dziś to świata nie zawojuje, ale jakoś żyć trzeba. Być może jutro będę gotowa zdobywać Mount Everest, ale dziś to poleżę. Wypiję herbatę. Pogapię się w niebo. Zadzwonię do pokrewnej duszy i powiem: Ej, smutno mi dziś. Wypełnienie minimum tego, co muszę zrobić. Poczytam mało ambitną książkę, obejrzę zaległy film, nakarmię się czymś dobrym. Albo pójdęna jogę. A tam już nie muszę myśleć, trawić i mielić w nieskończoność mrocznych myśli. Oddycham i się wyginam;)

I przejdzie. Kiedyś zawsze przechodzi. Zawsze. Nie ma obaw, że znikniemy w odmętach spadku nastroju na zawsze. I przychodzą jasne dni, kiedy mam ochotę zawojować świat! No może jego kawałek. Kiedy cieszą mnie drobiazgi. I jest po prostu dobrze, spokojnie, radośnie i blisko. Warto wtedy też ładować akumulatory na słabszy czas. Budować swoje zaplecze. Świadomość, że przecież nie zawsze jest źle. Że coś się udaje, że wokół jest tylu wspaniałych ludzi, rzeczy, zjawisk…

Warto poznać, co nas spycha do tej czarnej dziury, co lub kto jest magicznym przełącznikiem… Możemy wtedy zauważyć, kiedy to się dzieje, dowiedzieć się, co nam służy, a czego warto unikać. I nie porównywać się zwłaszcza w „idealnym” świecie social media.

Zbuduj sobie bezpieczny port w swojej głowie, gdzie przeczekasz wszystkie burze… 🙂 A co Ciebie „ratuje” w najgorszym czasie?