Celina Fit

Migrena – moja historia

Dziś opowiem Ci moją migrenową historię. Są to moje osobiste doświadczenia, poszukiwania i klęski. Nie stanowią porady medycznej!

Moje pierwsze migreny miałam latem 2011r. Pracowałam wtedy za granicą i brałam je za zatrucie pokarmowe. Pojawiły się wymioty i bóle głowy. Temat wracał do mnie co jakiś czas… Ale jakoś nie łączyłam tego z migreną.

Wymioty i bóle głowy zagościły w moim życiu na dobre. Pojawiały się nieregularnie, ale były intensywne. Pamiętam, jak jesienią 2011r. jechałam do Warszawy na badania, bo zostałam zakwalifikowana jako dawca szpiku kostnego. Co chwila lądowałam w toalecie z wymiotami… Jeśli ktoś pamięta toalety w PKP sprzed kilkunastu lat to sobie wyobraża ,jakie to dodatkowo musiało być przeżycie.

Żyłam z tymi niespodziankami. To był intensywny czas. Wiele przeprowadzek, zmian pracy, silnych przeżyć, stresów. Niestabilności – finansowej, emocjonalnej. Miałam wtedy małe umiejętności pracy ze stresem, chociaż już parę lat pracowałam z ciałem.

Po paru kolejnych miesiącach zorientowałam się, że te nawracające bóle głowy połączone z nudnościami i wymiotami to migrena. I zaczęła się wieloletnia batalia z tą chorobą…

Walka okazała się nierówna. Migrena pojawiała się “nagle” (piszę “nagle”, bo wtedy nie umiałam nazwać tego, co ją wyzwala).

W najgorszym momencie miałam migrenę co tydzień – mniej więcej 3 dni (czasem 3,5), dawało to w sumie prawie pół miesiąca bólu. Bólu, wymiotów, wyczerpania, światłowstrętu, ogólnej nadwrażliwości na bodźce, zmęczenia, beznadziei.

W pierwszym momencie sięgałam po środki przeciwbólowe, żeby doraźnie przerwać ten okropny ból. Niewiele pomagało… Czułam, że jestem w pułapce. Ogromny ból – powalający z nóg. Już kilka sekund po przebudzeniu wiedziałam, że znów przyszedł i że będzie mi towarzyszył parę dni. i że są małe szanse na jego złagodzenie. Myślałam, że jedyne co mi pozostaje, to przeczekać. A raczej – przewegetować.

Powoli zaczęłam się uczyć z nią żyć. I zauważać, kiedy przychodzi… Czyli po wyczerpującym maratonie pracowym. Dużym stresie psychicznym. Przy zmianie pogody i ciśnienia – a o to nad morzem łatwo. Migreną witałam pierwsze opady śniegu… Emocjonujące rozmowy. Stresujące sytuacje. Nagłe zmiany…

Potem przyszedł kolejny etap i próba poradzenia sobie z migreną. Zaczęłam szukać specjalistów od tej niewdzięcznej przypadłości. I ciągle traktowałam ją jako coś zewnętrznego, niezależnego ode mnie. Jako wroga. Karę.

A propos specjalistów i “specjalistów”. Odwiedzałam różnych. W desperacji chwytałam się wszystkich środków. I niestety, parę razy się nacięłam, ale… Ciągle szukałam na zewnątrz. Nie opiszę tego, co mi nie pomogło, ale raczej to – co w końcu, powoli zaczęło działać. Oczywiście, byłam też u neurologa, dostałam receptę na JEDNĄ tabletkę, którą miałam wziąć w przypadku ataku. Żadnego skierowania na badania.

Parę lat dobrych lat temu zainteresowałam się jogą i zaczęłam regularnie chodzić na zajęcia. Moje ciało było mi za to wdzięczne. Zaczęłam się czuć sprawniejsza, mocniejsza i bliżej siebie. Jogę zastąpiły inne ćwiczenia, ale zrozumiałam, że jeśli zostawię swoje ciało bez opieki, bez odpowiedniej aktywności ono szybko odezwie się napięciem, a zaraz potem – bólem. Ten mechanizm jest u mnie bardzo prosty.

Przyszedł czas na głowę.. Swoją psychiką zaczęłam się zajmować jeszcze przed jogą, ale szło to różnie… Myślę, że zmiana naszych nawyków myślowych, przekonań – to jest baardzo długa, ale owocna droga. Chyba najbardziej owocna w całym moim życiu. Zaczęłam chodzić na różne warsztaty rozwojowe, konsultacje, czytać książki. Czerpać wiedzę, ale nie tylko, Serio rozsupływać te swoje zatwardziałe schematy – to jak ja myślę o świecie i o sobie samej. Zaczęłam budować lepsze, zdrowsze relacje… Ustawiłam sobie swoje zasady, kiedy pracuję i jak. Kiedy opoczywam. Jak o siebie dbam. I uznałam to za obowiązek, a nie zbytek.

Zaczęłam robić badania profilaktyczne i sprawdzać niedobory. Zrobiłam porządek z różnymi zaniedbaniami medycznymi, zaleczyłam różne dolegliwości.

Jak to się ma do migreny? Zauważyłam, że wyzwala ją m.in. wyczerpanie (więc się starałam do niego nie doprowadzać), silny stres (więc starałam się pracować nie nad BODŹCEM, ale nad swoją REAKCJĄ, na to zawsze mamy wpływ).

Kiedy przychodziła migrena, starłam się z nią nie walczyć, przestałam by na nią zła, chociaż oczywiście – nie byłam z tego zadowolona. Jeśli mogłam – szłam do ciemnego pokoju i kładłam się na parę godzin z zimnym kompresem na głowę i olejkiem miętowym w dyfuzorze. Robiłam sobie kokon z koca obciążeniowego i tak sobie leżałam. Zauważyłam, że migreny stawały się krótsze i słabsze.

Potem przyszedł kolejny przełom. Zaczęłam uczyć się i jednocześnie chodzić jako klientka na terapię czaszkowo-krzyżową. Rok nauki był niezwykłą transformującą mnie przygodą, wiem, zabrzmi górnolotnie, ale tak było. A sama terapia czaszkowo-krzyżowa regulowała mój zwichrowany i niespokojny układ nerwowy. Z już “wypracowanych” migren raz w miesiącu, przeszłam do migren raz na dwa miesiące. Aż w końcu przyszła ostatnia migrena. W moje urodziny. Obecnie minął prawie rok bez kolejnego ataku. Trochę czasu minęło, żebym się z nią “pożegnała”. Miałam przez jakiś czas na stanie “swoje” tabletki. Aż w końcu przestałam o niej myśleć.

Jeśli miałabym powiedzieć – co było przełomem w swojej wieloletniej przygodzie z migreną, to powiem, że praca z moim układem nerwowym i reakcjami na stres. Nie, nie żadna tabletka, kolejna terapia, magiczna mikstura czy spotkanie z szamanem… To co mnie “uleczyło” to danie sobie poczucia bezpieczeństwa, praca z lękiem, nadwrażliwością, emocjami. Praca ze swoim ciałem – codzienny audyt, czy napięć w nim nie jest za dużo. Czy zadbałam o sen, nawodnienie, inne podstawowe potrzeby… Wszystko inne – w tym terapia czaszkowo-krzyżowa, mi w tym pomogła. Ale zaczęło się od robienia porządku w głowie i w ciele…

Udostępnij na:

Facebook
Twitter
WhatsApp
Pinterest

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Voucher na prezent?

Jeśli kupujesz voucher/vouchery dla kogoś wpisz poniżej dane tej osoby i opcjonalną dedykację. Jeśli kupujesz dla siebie pozostaw poniższe pola puste i dodaj voucher/vouchery do koszyka.